Co grozi za trzymanie rzeczy na klatce schodowej? Prawo i Konsekwencje
Zastawianie klatki schodowej to kwestia, która rozpala emocje w wielu polskich blokach i kamienicach. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się to drobnostką, w rzeczywistości pytanie Co grozi za trzymanie rzeczy na klatce schodowej ma bardzo poważne konsekwencje. Krótko mówiąc, grozi za to mandat i usunięcie na koszt właściciela, a przede wszystkim realne zagrożenie dla bezpieczeństwa życia i zdrowia.

- Klatka schodowa jako droga ewakuacyjna – zagrożenie dla bezpieczeństwa
- Interwencja zarządcy budynku: Upomnienia i koszty usunięcia
- Podstawa prawna zakazu – Dlaczego przepisy są tak restrykcyjne?
Często nie zdajemy sobie sprawy z pełnego spektrum problemów, jakie generuje pozornie niewinne zastawianie wspólnej przestrzeni. Analiza sytuacji z różnych perspektyw, od prawnej po tę czysto ludzką, rzuca światło na to, dlaczego zarządcy i służby reagują na ten problem tak stanowczo. Przyjrzyjmy się temu bliżej, opierając się na obserwacjach i dostępnych danych dotyczących konsekwencji takich działań.
Problemy związane z przechowywaniem przedmiotów na klatkach schodowych to złożona kwestia, angażująca wiele stron i pociągająca za sobą konkretne skutki. Zebrane obserwacje z różnorodnych typów budynków mieszkalnych pozwalają na przedstawienie typowych działań i ich finału. Poniższa lista ilustruje przykładowe scenariusze, jakie mogą mieć miejsce, gdy ignorujemy prośby o usunięcie zagracających rzeczy.
- Apel Zarządcy / Wspólnoty: Pierwsze upomnienie często przybiera formę pisemnej informacji lub ogłoszenia na tablicy, prosząc o dobrowolne usunięcie przedmiotów. Koszt: 0 PLN (bezpośredni).
- Drugie Upomnienie / Pismo Polecone: Bardziej formalne pismo wskazujące przepisy i zagrożenia. Często precyzuje termin na usunięcie rzeczy. Koszt: 5-15 PLN (koszt wysyłki).
- Usunięcie Przez Zarządcę: Wynajęcie ekipy do fizycznego usunięcia i transportu przedmiotów, często do magazynu. Koszt: 50-200+ PLN za pojedynczy przedmiot (np. rower, szafka).
- Koszty Składowania: Opłata dzienna lub miesięczna za przechowywanie usuniętych rzeczy w magazynie (jeśli zarządca zapewnia taką możliwość przed ich utylizacją). Koszt: 2-10 PLN za dzień.
- Koszty Utylizacji: Jeśli właściciel nie odbierze rzeczy, ponosi się koszty ich legalnej utylizacji. Koszt: 50-300+ PLN w zależności od typu i gabarytów przedmiotów.
- Interwencja Straży Miejskiej: Zgłoszenie od zarządcy lub sąsiada może skutkować wizytą strażników i nałożeniem mandatu. Koszt: 20-500 PLN (według taryfikatora mandatów za wykroczenia przeciwko przepisom porządkowym).
- Postępowanie Sądowe: W przypadku braku zapłaty mandatu lub kosztów usunięcia/utylizacji, sprawa może trafić do sądu. Koszt: Setki do tysięcy PLN (koszty sądowe, zastępstwo procesowe).
Te kwoty to nie tylko "kara", ale realne odzwierciedlenie pracy, logistyki i opłat prawnych związanych z przywróceniem ładu i bezpieczeństwa w przestrzeni wspólnej. Skala problemu jest często lekceważona przez pojedynczego mieszkańca, ale dla wspólnoty czy zarządcy to powtarzające się, kosztowne wyzwanie. Dodatkowo, każda taka interwencja negatywnie wpływa na relacje sąsiedzkie, czasem nieodwracalnie.
Zobacz także: Nakładki na schody na wymiar 2025 - Bezpieczne i stylowe rozwiązanie dla Twoich schodów!
Klatka schodowa jako droga ewakuacyjna – zagrożenie dla bezpieczeństwa
Gdy zapytasz inżyniera bezpieczeństwa pożarowego, co myśli o rzeczach stojących na klatce schodowej, prawdopodobnie usłyszysz westchnienie i całą litanię zagrożeń. Klatka schodowa w każdym budynku mieszkalnym nie jest jedynie traktem komunikacyjnym służącym do codziennego przemieszczania się między piętrami; jej pierwotna, najbardziej krytyczna funkcja, określona w przepisach budowlanych i przeciwpożarowych, to rola głównej drogi ewakuacyjnej. W sytuacjach krytycznych, takich jak pożar, szybkie i bezpieczne opuszczenie budynku przez wszystkich mieszkańców jest absolutnym priorytetem, a każdy przedmiot blokujący przejście jest tykającą bombą.
Wyobraźmy sobie najczarniejszy scenariusz: noc, środek pożaru na niższych piętrach, dym szybko rozprzestrzenia się w pionie. Ludzie w panice próbują wydostać się na zewnątrz, a droga ucieczki, która powinna być całkowicie wolna, okazuje się zastawiona rowerami, starymi meblami czy kartonami. W ciemności, przy ograniczonym polu widzenia przez dym, łatwo o potknięcie, upadek i blokadę. Jeden potykający się człowiek może zatrzymać całą falę ewakuujących się osób, prowadząc do tragicznych spiętrzeń i narażając na śmiertelne niebezpieczeństwo dziesiątki ludzi. To właśnie jest konsekwencje takiego zaniedbania mogą być tragiczne.
Przepisy, w tym rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, bardzo precyzyjnie określają wymagania dla dróg ewakuacyjnych. Chodzi nie tylko o szerokość – minimalna szerokość korytarza służącego celom ewakuacji jest ściśle określona, np. 1,2 metra dla korytarzy w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych, aby umożliwić swobodny ruch nawet dwóm osobom obok siebie lub ewakuację osoby na noszach – ale też o brak jakichkolwiek przeszkód na tej drodze. Każdy przedmiot wystający poza obrys ściany czy drzwi, redukujący tę wymaganą szerokość, jest w świetle prawa i logiki bezpieczeństwa absolutnie niedopuszczalny. Zastawianie korytarzy bywa postrzegane jako prosta problemy bezpieczeństwa, ale jest to myślenie krótkowzroczne i lekkomyślne.
Zobacz także: Schody Techniczne Przepisy 2025: Aktualne Wytyczne i Normy
Czas reakcji i szybkość ewakuacji to kluczowe parametry podczas pożaru. Symulacje komputerowe procesów ewakuacyjnych pokazują, że nawet niewielkie przeszkody mogą wydłużyć czas potrzebny na opuszczenie budynku o cenne minuty, które w warunkach zadymienia i wysokiej temperatury oznaczają różnicę między życiem a śmiercią. Badania wskazują, że zdolność człowieka do poruszania się w zadymionej przestrzeni bez ochrony dróg oddechowych jest skrajnie ograniczona, a każdy dodatkowy wysiłek, jak omijanie przeszkód, drastycznie skraca ten czas. To nie jest abstrakcyjna teoria, to brutalna statystyka wypadków.
Warto pomyśleć o tym, co konkretnie ludzie przechowują na klatkach schodowych. Rowery, wózki dziecięce, szafki na buty, choinki po świętach, stare meble do wyniesienia, materiały budowlane, opony... Każdy z tych przedmiotów, choć z pozoru niegroźny, w warunkach stresu, pośpiechu i ograniczonej widoczności staje się pułapką. Ostre krawędzie, wystające elementy, brak stabilności – wszystko to może prowadzić do poważnych obrażeń podczas chaotycznej ewakuacji. Wiele przypadków, gdy jest nie tylko wykroczeniem, ale i potencjalnym ryzykiem dla bezpieczeństwa, kończy się tragiczną historią.
Mieszkając we wspólnocie, przyjmujemy na siebie część odpowiedzialności za bezpieczeństwo wszystkich. Decyzja o tym, żeby na chwilę "tylko" zostawić coś przed drzwiami, może mieć wpływ nie tylko na nasze bezpieczeństwo, ale przedew wszystkim na naszych sąsiadów, ich dzieci, osoby starsze czy niepełnosprawne, dla których każda przeszkoda jest barierą nie do pokonania. Pamiętajmy, że windy w przypadku pożaru są wyłączone z użytku, a klatka schodowa pozostaje jedyną drogą ratunku. Dbajmy o nią jak o skarb, który chroni nas wszystkich.
Nawet pozornie "ustawne" przedmioty, jak szafki na buty, redukujące szerokość korytarza o kilkanaście, dwadzieścia centymetrów, mogą stanowić problem. W budynku o wielu piętrach i dużej liczbie mieszkań, podczas ewakuacji tworzy się "korek". Jeśli korytarz ma standardowe 1,2m szerokości, a szafka zajmuje 20cm, pozostaje 1 metr swobodnego przejścia. W sytuacji, gdy dziesiątki osób próbują uciec jednocześnie, każdy centymetr przestrzeni ma znaczenie. Przyjęło się, że jedna osoba podczas ewakuacji zajmuje około 0,5 m2 powierzchni. Na metr szerokości korytarza mieści się z trudem dwóch ewakuujących się obok siebie. Jeśli przestrzeń jest mniejsza, przepustowość klatki drastycznie spada.
Przepisy PPOŻ (ochrony przeciwpożarowej) wymagają, aby materiały użyte na drogach ewakuacyjnych były niepalne lub trudnopalne. Meble, wykładziny, ozdoby, które ludzie wystawiają na klatkach, często nie spełniają tych norm. Mogą one nie tylko stanowić przeszkodę fizyczną, ale również zwiększać obciążenie ogniowe, przyspieszając rozprzestrzenianie się pożaru i generując toksyczne dymy. To podwójne zagrożenie, często zupełnie ignorowane. Ludzie myślą: "To tylko stara komoda", nie zdając sobie sprawy, że ta "stara komoda" w razie pożaru staje się źródłem ognia i trującego dymu blokującym drogę ucieczki.
Studia przypadków pożarów w budynkach mieszkalnych w różnych częściach świata niestety regularnie potwierdzają czarny scenariusz – zagracone klatki schodowe przyczyniają się do zwiększonej liczby ofiar śmiertelnych. Zdarzały się sytuacje, gdzie służby ratownicze, wchodząc do budynku, natykały się na blokujące przejście przedmioty, co opóźniało dotarcie do poszkodowanych lub akcję gaśniczą. Ratownik z ciężkim sprzętem, niosący butlę z tlenem i rozwijający wąż gaśniczy, potrzebuje swobodnej przestrzeni do działania. Korytarz zastawiony pudłami czy oponami jest barierą nie tylko dla uciekających, ale i dla tych, którzy idą im na ratunek. konsekwencje, jakie niesie za sobą ignorowanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa dotykają nas wszystkich.
Zarządcy nieruchomości, służby porządkowe, a przede wszystkim straż pożarna, nie "czepiają się" tych rzeczy dla kaprysu. Mają świadomość tego, co może się stać. Regularne kontrole i apele o utrzymanie porządku mają realne, życiowe uzasadnienie. Nie chodzi o to, żeby uprzykrzyć życie mieszkańcom, ale żeby zapewnić minimalny poziom bezpieczeństwa, który w sytuacji kryzysowej może uratować komuś życie. Patrzenie na klatkę schodową przez pryzmat bezpieczeństwa ewakuacyjnego to absolutna podstawa w zarządzaniu i zamieszkiwaniu budynków wielorodzinnych. Musimy uświadomić sobie, że każda pozostawiona tam rzecz wpływa na możliwość skutecznej ewakuacji w krytycznym momencie. Pamiętajmy: klatka schodowa to nasz ratunek w razie pożaru, nie magazyn na niepotrzebne graty.
Interwencja zarządcy budynku: Upomnienia i koszty usunięcia
Problem zagraconych klatek schodowych to codzienność dla wielu zarządców nieruchomości, niezależnie od tego, czy jest to duża spółdzielnia, mała wspólnota mieszkaniowa zarządzana przez profesjonalistę, czy prywatny właściciel kamienicy. Zjawisko to bywa uporczywe, a jego rozwiązanie wymaga często delikatnego, ale stanowczego działania. Zarządca jest tą osobą lub instytucją, na której spoczywa obowiązek utrzymania nieruchomości w należytym stanie, w tym zapewnienia bezpieczeństwa dróg ewakuacyjnych. Widząc naruszenia, musi reagować, a spektrum jego działań jest dość szerokie – od apeli po kosztami dla mieszkańców.
Pierwszym i najczęściej stosowanym krokiem jest próba polubownego rozwiązania problemu. Zarządcy wiedzą, że siłowe działania nie sprzyjają dobrym relacjom sąsiedzkim, które są kluczowe dla sprawnego funkcjonowania wspólnoty. Zazwyczaj zaczyna się od ogólnych komunikatów rozwieszanych na tablicach ogłoszeń lub wysyłanych drogą mailową. Przypominają one o przepisach przeciwpożarowych i zasadach korzystania z części wspólnych, a także apelują o uprzątnięcie rzeczy z korytarzy i klatek schodowych. Czasem taki komunikat wystarczy – niektórzy mieszkańcy po prostu zapominają lub nie zdają sobie sprawy z problemu.
Jeśli apele ogólne nie przynoszą skutku, zarządca często wysyła bardziej spersonalizowane upomnienia. Mogą być one kierowane do konkretnego lokalu, spod którego zauważono problematyczne przedmioty. Takie pismo zazwyczaj wskazuje, jakie przepisy są naruszane i jakie mogą być konsekwencjom finansowym. Pismo to często określa również ostateczny termin na usunięcie przedmiotów. Ignorowanie takiego wezwania stanowi już wyraźny sygnał dla zarządcy, że musi podjąć bardziej zdecydowane kroki.
Co dzieje się dalej, gdy terminy mijają, a rowery, szafki czy pudła wciąż blokują klatkę? Zarządca ma prawo, a wręcz obowiązek, usunąć te przedmioty. To nie jest jego widzimisię, ale działanie wynikające z przepisów Prawa budowlanego, Prawa własności lokali (w przypadku wspólnot i spółdzielni) oraz przepisów przeciwpożarowych. Działanie to jest często powierzane zewnętrznej firmie lub konserwatorowi budynku. Przedmioty są spisywane, fotografowane jako dowód, a następnie usuwane z klatki schodowej.
I tutaj zaczynają się koszty dla mieszkańców. Koszt usunięcia to jedno – firma porządkowa czy osoba zajmująca się transportem wystawi zarządcy fakturę za poświęcony czas i pracę. Przykładowo, usunięcie roweru czy szafki przez profesjonalną firmę może kosztować od 50 do nawet 200 zł, w zależności od lokalizacji, godzin pracy i cennika. Jeśli do usunięcia jest więcej przedmiotów, koszt rośnie. Zarządca obciąży tymi kosztami właściciela przedmiotu, o ile uda się go zidentyfikować. "Ale ja nic nie podpisywałem!" – można by pomyśleć. I owszem, ale zasada jest prosta: korzystasz ze wspólnej nieruchomości niezgodnie z jej przeznaczeniem i przepisami, generujesz koszty, więc musisz za nie zapłacić. To nie jest kara umowna, to zwrot poniesionych, udokumentowanych kosztów.
Usunięte przedmioty rzadko kiedy od razu lądują na śmietniku. Często zarządca przechowuje je przez określony czas, dając właścicielowi szansę na ich odbiór. Tu pojawia się kolejny koszt – koszt składowania. Może to być opłata dzienna, np. 5 zł za dzień za większy przedmiot, albo ryczałt miesięczny. Po upływie wyznaczonego terminu (zazwyczaj 30 dni), jeśli właściciel się nie zgłosi, przedmioty mogą zostać zutylizowane. Oczywiście, koszt utylizacji również spada na zapominalskiego lokatora. Utylizacja gabarytów czy elektrośmieci kosztuje – kilkadziesiąt, a nawet kilkaset złotych za transport i przeróbkę.
Zdarzają się sytuacje, gdzie właściciel usuniętych rzeczy kwestionuje zasadność działań zarządcy lub odmawia zapłaty. W takich przypadkach zarządca ma prawo skierować sprawę do sądu. Proces sądowy to kolejne konsekwencje, jakie niesie za sobą ignorowanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa i zasad współżycia społecznego. Koszty prawnika, opłaty sądowe – te sumy szybko rosną, przekraczając wielokrotnie wartość usuniętych przedmiotów. Przykładowo, koszt pozwu w uproszczonym postępowaniu może wynieść kilkaset złotych, a wynagrodzenie radcy prawnego czy adwokata to kwoty rzędu kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Gra o "stary fotel na chwilę" staje się nagle bardzo droga.
Zarządca, podejmując decyzję o usunięciu rzeczy, musi postępować ostrożnie i zgodnie z procedurami. Dokumentacja fotograficzna przed i po usunięciu, pisemne wezwania z potwierdzeniem odbioru, spisy usuniętych przedmiotów – to wszystko jest niezbędne, aby w razie sporu sądowego mieć dowody na poparcie swoich działań. To jest właśnie to "eksperckie" podejście – każde działanie musi mieć solidne podstawy proceduralne i prawne. Zarządcy muszą być "papierkowi", bo tylko tak mogą obronić się przed zarzutami o bezprawne działania.
Innym aspektem jest współpraca z policją czy strażą miejską. Zarządca może zgłosić fakt łamania przepisów (blokowania dróg ewakuacyjnych, naruszania porządku publicznego) do tych służb. To może zakończyć się mandatem nałożonym bezpośrednio przez funkcjonariusza. Kwoty mandatów za takie wykroczenia zaczynają się od symbolicznych 20 zł, ale mogą sięgnąć nawet 500 zł, w zależności od oceny sytuacji przez funkcjonariusza i taryfikatora. Taki mandat to sygnał, że problem wyszedł poza wewnętrzne sprawy wspólnoty i stał się kwestią publicznego porządku. Pamiętajmy, że straż miejska czy policja reagują na zgłoszenia i mają uprawnienia do egzekwowania prawa, w tym przepisów przeciwpożarowych w części dotyczącej porządku i swobody ruchu w miejscach publicznych lub dostępnych publicznie (jaką jest klatka schodowa).
Dialog jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Zarządca często woli przeprowadzić trudną rozmowę z mieszkańcem i wytłumaczyć, dlaczego rower musi zniknąć z korytarza, niż iść na wojnę. "Wie pan/pani, ja rozumiem, że nie ma pan/pani gdzie tego trzymać, ale proszę spojrzeć – w razie pożaru to jest pierwszy przedmiot, o który ktoś się potknie" – taki konwersacyjny ton często bywa skuteczniejszy niż pismo pełne paragrafów. Niestety, niektórzy są głusi na prośby i argumenty, a wtedy pozostają już tylko formalne, i kosztowne, ścieżki działania. To frustrujące dla zarządcy, ale konieczne dla bezpieczeństwa wszystkich.
Kwestia kosztów finansowych związanych z usuwaniem przedmiotów z klatki schodowej jest realna i bywa znacząca. To nie są wyimaginowane sumy – to opłaty za pracę ludzi, transport, magazynowanie i utylizację, a w skrajnych przypadkach także opłaty prawne. Wspólnota Mieszkaniowa nie jest bankiem, a wszystkie poniesione koszty ostatecznie spadają na jej członków w formie podwyższonego czynszu czy dodatkowych opłat, chyba że uda się obciążyć nimi konkretnego sprawcę. Dlatego tak ważne jest zrozumienie, że co grozi za trzymanie rzeczy na klatce schodowej to nie tylko abstrakt, ale bardzo konkretne konsekwencje finansowe dla tych, którzy lekceważą przepisy.
Podstawa prawna zakazu – Dlaczego przepisy są tak restrykcyjne?
Ktoś, kto stawia buty przed drzwiami na klatce, rower przy ścianie, czy szafkę w kącie, często nie zdaje sobie sprawy, że popełnia wykroczenie. To brzmi poważnie, prawda? Ale tak właśnie jest. Zastawianie dróg ewakuacyjnych, a klatka schodowa jest taką drogą, narusza szereg przepisów, które mają jeden, nadrzędny cel: ochronę życia i zdrowia mieszkańców. Przepisy dotyczące utrzymania porządku i swobody ruchu w częściach wspólnych, w tym na klatkach schodowych, są restrykcyjne nie z złośliwości prawodawcy, ale dlatego, że potencjalne konsekwencje takiego zaniedbania mogą być tragiczne. Chodzi tu o coś więcej niż estetykę czy sąsiedzkie wojenki – chodzi o fundamentalne bezpieczeństwo.
Główna podstawa prawna leży w przepisach dotyczących ochrony przeciwpożarowej oraz w prawie budowlanym. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury (w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie) bardzo szczegółowo określa wymogi dla dróg ewakuacyjnych. Mówi o szerokościach, materiałach wykończeniowych, oświetleniu i – co kluczowe – o zakazie składowania jakichkolwiek przedmiotów na tych drogach. Każda przeszkoda na klatce schodowej, czyli drodze ewakuacyjnej, jest jaskrawym naruszeniem tych przepisów. Jest to prawnie zakazane i kwalifikowane jako czyn niezgodny z prawem.
Dodatkowo, Kodeks wykroczeń w artykule dotyczącym wykroczeń przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji publicznej oraz w miejscach dostępnych dla publiczności może znaleźć zastosowanie. Chociaż klatka schodowa jest częścią prywatnej nieruchomości (wspólnoty czy spółdzielni), ma ona charakter miejsca "dostępnego publicznie" dla mieszkańców i ich gości, a przede wszystkim pełni funkcję krytyczną dla bezpieczeństwa zbiorowego. Zagracanie jej może być interpretowane jako tamowanie lub utrudnianie ruchu pieszego (w przypadku ewakuacji jest to ruch ratujący życie!), co również stanowi wykroczenie. Takie działanie jest jednoznaczne z narażaniem innych na niebezpieczeństwo i grozi kara finansowa.
Dlaczego prawo jest tak surowe? Bo pożar nie czeka, aż ktoś posprząta korytarz. Bo w dymie i ciemności nie ma czasu na omijanie przeszkód. Bo każda sekunda jest na wagę złota. Celem przepisów jest prewencja. Ustawodawca nakłada na właścicieli nieruchomości (w tym wspólnoty i spółdzielnie, a co za tym idzie – mieszkańców) obowiązek utrzymania dróg ewakuacyjnych w stanie absolutnej gotowości. Stan ten oznacza zero przeszkód, zero materiałów łatwopalnych, pełną szerokość przejścia, działające oświetlenie ewakuacyjne. Odpowiedzialność zbiorowa, jaką niesie wspólnota, obejmuje dbałość o tę przestrzeń.
W praktyce oznacza to, że zarówno zarządca, jak i każdy mieszkaniec mają prawo, a nawet obowiązek, reagować na sytuację, gdy klatka schodowa jest zastawiana. Zgłoszenie problemu do zarządcy to pierwszy krok. Jeśli zarządca nie działa, sprawę można, a w niektórych przypadkach nawet należy, zgłosić do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego (PINB) lub Państwowej Straży Pożarnej (PSP). Te instytucje mają uprawnienia do przeprowadzenia kontroli i wydania nakazu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości w bardzo krótkich terminach, pod rygorem kar finansowych i administracyjnych.
Kary administracyjne nakładane przez PINB lub PSP za nieutrzymywanie obiektu budowlanego we właściwym stanie technicznym, w tym dróg ewakuacyjnych, mogą być dotkliwe. Mówimy tu o kwotach sięgających kilku, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Kara taka jest nakładana na zarządcę lub właściciela budynku (np. wspólnotę), a ci następnie mogą szukać regresu u mieszkańca, który był przyczyną problemu. Zatem ignorowanie przepisów może prowadzić do poważnych problemów nie tylko dla sprawcy, ale dla całej społeczności sąsiedzkiej, bo to oni wszyscy zapłacą z własnej kieszeni za karę administracyjną nałożoną na wspólnotę.
Co więcej, w przypadku pożaru, jeśli okaże się, że zagracona klatka schodowa przyczyniła się do obrażeń lub śmierci ludzi, osoba, która tę klatkę zastawiła, może ponieść odpowiedzialność karną. Kodeks karny przewiduje kary za narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jeśli skutkiem takiego działania jest śmierć człowieka, sprawca może podlegać karze pozbawienia wolności. To już nie są tylko konsekwencjom finansowym czy upomnienia od zarządcy, ale perspektywa realnego wyroku za nieumyślne spowodowanie tragedii. "Chciałem tylko, żeby szafka postoi tydzień" nagle zyskuje zupełnie inny wymiar.
Surowość przepisów ma więc swoje głębokie uzasadnienie. Ma ona dyscyplinować i przypominać o tym, że część wspólna to nie prywatna przestrzeń magazynowa. Jest to obszar o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa i wymaga bezwzględnego przestrzegania określonych zasad. Klatka schodowa to swoista "czerwona linia" w kwestii składowania przedmiotów – przekraczając ją, narażamy siebie i innych na bardzo realne zagrożenia. Mandat czy opłata za usunięcie rzeczy to tylko drobne koszty w porównaniu z potencjalną ceną, jaką można zapłacić za ignorowanie zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego.
Wielu mieszkańców, pytanych o rzeczy na klatce, reaguje obronnie: "Przecież nikomu to nie przeszkadza!". Ale to myślenie błędne u podstaw. To przeszkadza. Zawsze. Z punktu widzenia prawa i bezpieczeństwa, przeszkadza nawet jeden doniczka czy wycieraczka wystająca poza obrys drzwi, jeśli ogranicza wymaganą szerokość ewakuacyjną. Eksperci budowlani i pożarnicy są w tej kwestii nieugięci, bo widzieli skutki braku dyscypliny. Każdy przedmiot na klatce schodowej to potencjalny hamulec w drodze do ratunku. I to właśnie ta ścisła relacja między "przedmiotem" a "zagrożeniem życia" leży u podstaw restrykcyjności przepisów. Nie ma tu miejsca na kompromis, bo stawką jest ludzkie życie. Dlatego też co grozi za trzymanie rzeczy na klatce schodowej to kwestia sięgająca znacznie głębiej niż tylko kwestie porządkowe.